Azja Środkowa 2012

Część 8: Korytarz Wachański i Wielka Gra

Patrzę na mapę Pamiru, w oczy rzuca się wąski afgański klin wcinający się pomiędzy Tadżykistan i Pakistan. Zupełnie jakby narysowany przez pomyłkę pijanego kreślarza. Długi na ponad dwieście i szeroki na kilkadziesiąt kilometrów pasek łączy Afganistan z Chinami. Zwany jest Korytarzem Wachańskim i nabiera bardziej wyrazistego znaczenia dopiero w konkretnym kontekście nie tak znowu odległej historii. Wyobraźcie sobie ten wąski kawałek ziemi oddzielający dwa wielkie imperia. Zamiast Pakistanu dostrzeżcie fragment czegoś znacznie większego, fragment potężnych Indii (Pakistan odłącza się od Indii dopiero w 1947 roku). A Indie? „Klejnot Korony Brytyjskiej”, niezwykle ważna część Imperium Brytyjskiego. Kolejna scena: konsekwentna i przemyślana ekspansja Rosji na terenach Zachodniego Turkiestanu, dokładnie w pobliżu północnych obrzeży Indii. Naturalnie musi to budzić poważny niepokój Brytyjczyków. Jaki los czeka ich drogocenną kolonię? W celu zachowania status quo, na mocy traktatów z drugiej połowy XIX wieku dochodzi do podziału historycznej krainy Wachan. Na jej północy, na rzekach Pandż oraz Pamir, ustanawia się granicę pomiędzy Afganistanem a Imperium Rosyjskim. Na południu regionu potężne ściany Hindukuszu i Karakorum stanowią granicę z Indiami (dzisiejszym Pakistanem).

Korytarz Wachański, wąski pasek jałowej ziemi, strefa buforowa pomiędzy obszarami wpływów największych graczy ówczesnego świata. Graczy nienasyconych, rozgrywających ekscytującą partię na globalnej szachownicy. Zabawa zaślepionych megalomanów realizujących jakieś niedorzeczne wizje i sny o potędze. Czyli żadne tam novum – całkiem zwyczajna, całkiem typowa, niespecjalnie wyróżniająca się karta z rozdziału historii gatunku ludzkiego. Gatunku, który jeszcze jakimś cudem nie uległ samounicestwieniu. Zabawa o wpływy w Afganistanie, znana jako Wielka Gra, toczy się z różną intensywnością od wczesnych lat XIX w. aż do chwili obecnej. No ale przecież nie będziemy się tutaj uczyli historii, pisali w szczegółach o czasach przed i po rewolucji bolszewickiej. Potraktujmy temat skrótowo i przeskoczmy od razu do czasów bardziej nam współczesnych, kiedy to ZSRR najeżdża Afganistan w 1979 roku, oczywiście w szlachetnej intencji wsparcia dla afgańskiego ruchu komunistycznego. Po dziesięciu latach krwawej wojny Rosjanie opuszczają Afganistan, a wyniszczony wojną kraj na długie lata pogrąża się w kolejnych wojnach, tym razem domowych. Do władzy dochodzą Talibowie. No a później mamy 11 września 2001 roku i Afganistan ponownie staje się miejscem inwazji armii obcego imperium.

Patrząc na obecne wydarzenia na Ukrainie i deklaracje najwyższych urzędników Rosji o planach wskrzeszenia i ponownej ekspansji Imperium, zastanawiam się, kiedy korytarz wachański ponownie powróci do roli między-imperialnego bufora, kiedy ten region zostanie poszarpany przez wygłodniałe hieny, niczym kawał krwistego mięcha, albo niczym Polska, ostatnio w 1939 roku.

I oto my w tym wszystkim, dwie istoty przemieszczające się po niezbyt równej żwirowej drodze, na skrzyżowaniu historii przeszłych, aktualnych i tych, które dopiero nadejdą. Uświadamiamy sobie, że tego pochmurnego popołudnia targanego przez porywisty wiatr jesteśmy na Jedwabnym Szlaku, w miejscu przez które wędrowały karawany, w którym ścierały się imperia.

Zbliża się noc, jedziemy pod niebywale mocny wiatr wzdłuż granicy z Afganistanem, poprzez całkowite pustkowie. A wiatr dosłownie zwala z nóg! Myśleliśmy, że tak potrafi wiać tylko na Islandii. Zmęczenie już znaczne, pochmurna aura nieco przytłacza. Niespodziewanie promienie słońca rozświetlają potężne ściany Hindukuszu po afgańskiej stronie. Rozbudzają wyobraźnię, przecież te góry sięgają grubo ponad 7000 m n.p.m. A za nimi już Pakistan. Marco Polo wędrował tędy do Chin blisko 750 lat temu. Wraz ze swymi towarzyszami spoglądał na te same scenerie, niezmienne od tysiącleci. Majestatyczne góry trwające na przekór czasowi, pamiętające wydarzenia na długo przed nami wszystkimi, władne do spojrzenia na czasy i historie, które rozegrają się gdy nas już tutaj będzie, gdy zostaniemy wchłonięci, nieuchronnie i ostatecznie, w obieg kosmicznej materii.  

Świetlny spektakl trwa tylko chwilę. W ułamku sekundy wracam poprzez tysiąclecia do rzeczywistości, do tu i teraz. Oto chmury ponownie nachodzą, przed nami długi zjazd, a ciemność zaległa już niemal zupełnie. Najwyższa pora, aby znaleźć jakiś odpowiedni skrawek ziemi na rozbicie namiotu. W pewnym momencie wpadamy w głęboki piach naniesiony przez wiatr. Brniemy dłuższą chwilę w ślimaczym tempie, z wysiłkiem ciągniemy rowery przez grząski teren. Już po ciemku wjeżdżamy do wioski skrytej pośród drzew. Mimo, że rozbijamy namiot pod osłoną nocy, nasz przyjazd i tak nie umyka uwadze mieszkańców zaalarmowanych przez czujne psy. Ktoś przechodzi w pobliżu, niby przypadkiem. Pytamy o zgodę – „nie ma problemu, czujcie się jak u siebie” – słyszymy. Kolejny spokojny nocleg, poczucie bezpieczeństwa, wielowątkowy sen. Podświadomość, jak to tylko ona potrafi, sugeruje oryginalne interpretacje zdawałoby się mało istotnych zdarzeń, niuansów, drobnych gestów.

Wstajemy skoro świt. Wydaje się, jakby wszystko co żywe w wiosce zgromadziło się w jednym miejscu. Kozy, ludzie, krowy, psy. Wszystko co żywe tłoczy się niby to przypadkiem, tłoczy się dwadzieścia do trzydziestu metrów od naszego namiotu. Mężczyźni, kobiety i dzieci, starzy i młodzi, pędzą bydło w tę i we w tę, dokładnie jakby tylko po to, aby mieć pretekst do bliższego przyjrzenia się dwójce kosmitów, którzy pod osłoną nocy całkowicie nieoczekiwanie wylądowali w centrum ich wioski. Niby są zajęci rozmową, niby nie zwracają na nas uwagi, widać jednak jak co rusz, bardzo dyskretnie, zerkają w naszym kierunku. Nie, nie ma w nich cienia nachalności, jest za to wysokiej klasy subtelność. To naprawdę miłe, jak ci ludzie potrafią uszanować prywatność drugiego człowieka, z jakim szacunkiem traktują swych gości. Turcja, Tadżykistan, Iran – w pamięci obraz ludzi spokojnych i niebywale gościnnych, wspomnienia nieuchronnie spięte kulturą Islamu.

Jesteśmy u podnóża liczącej ponad dwadzieścia wieków twierdzy Yamchun. Słońce mocno doskwiera, posilamy się w cieniu przydrożnych drzew. Niespodziewanie spoza zarośli wychodzi starszy mężczyzna i zaprasza nas do swojego domu, tuż za drzewami. Nie protestujemy, mamy możliwość przyjrzenia się z bliska życiu mieszkańców Wachanu. Witamy się ze wszystkimi członkami wielopokoleniowej rodziny, możemy dokładnie obejrzeć tak charakterystyczny dla Wachnu dom. W jednym z pomieszczeń dostrzegam rower oparty o ścianę, rower bez tylnego koła. Został jakiś czas temu unieruchomiony na skutek dziurawej dętki, dętki która ma chyba ze trzydzieści łat (i pewnie tyle samo lat). Niestety ogrom i umiejscowienie najświeższej dziury wykluczają jakiekolwiek szanse na udaną reanimację. Sparciała do bólu guma wyzionęła ducha, najzwyczajniej w świecie rozkleiła się na długości kilku centymetrów i żadne łatki rowerowe nie są w stanie jej uzdrowić. Zostawiamy trochę somoni na zakup nowej dętki, którą powinno się dostać na bazarze w Ishkoshim. Dla tych ludzi zakup każdego nawet drobiazgu to poważna dziura w domowym budżecie, zbliżona rozmiarami do tej właśnie oglądanej, wielkiej i trudnej do załatania, dziury w rowerowej dętce.

Na dalszej drodze spotykamy parę młodych Francuzów, od kilku dni wędrują doliną i śpią w chatach Wachów. Wspólnie z nimi wdrapuję się na pobliskie wzniesienie, skąd roztacza się rozległy widok na korytarz wachański. Dopiero stąd widać zielone uprawy, są dosłownie na każdym skrawku wolnej od skał ziemi. Soczysta zieleń, pielęgnowana niczym największy skarb, misterna irygacja zasilana wodą z zawieszonych ponad doliną topniejących śnieżnych czap. Wysoko ponad zielenią nieskażona biel ośnieżonych szczytów, błękit nieba. Odwracam się, przed sobą mam tylko wypalone solą biało-beżowe zbocze. Sól, piach i skały za jakiś czas zaanektują te wszystkie zielone uprawy. Nieożywione formy dominujące w krajobrazie pokazują, że soczysta zieleń jest tylko nic nie znaczącym epizodem, ułamkiem sekundy w historii krainy Wachan.

C.D.N.

Michał Sitarz

więcej ilustracji

źródło mapy: http://www.theroofoftheworld.com/Korytarz Wahański / Wakhan Corridor

Pogranicze

Z Hindukuszem w tle

Wieczorna droga donikąd. Nic nie zapowiada, że...

... kolejny dzień rozpoczniemy pod drzewami

Wachański dom

Naprawiamy rower

Jałowa ziemia

Zieleń pośrodku szarości i beżu

Zielona oaza, a za plecami...

... żrąca sól

Pasterstwo, główna obok drobnego rolnictwa podstawa egzystencji

 

You are here: Home Część 8