"Why don't you Google?"

Dzień 1: 26.06.2011

Dystans 61 km

Na lotnisku w Tbilisi jesteśmy późno w nocy albo jak kto woli wczesnym rankiem. Rowery i worki z sakwami wyjeżdżają na taśmie wraz ze wszystkimi bagażami, co jest raczej nietypowe, gdyż zazwyczaj należy zgłosić się po takie graty w miejscu odbioru bagażu ponadwymiarowego. Nic nie uległo zniszczeniu w transporcie, co rzecz jasna bardzo nas cieszy. Trochę czasu zajmuje nam skręcenie rowerów, przepakowanie sakw, w skrócie ujmując ogarnięcie się z tym całym bałaganem. Koleś w informacji turystycznej nie potrafi powiedzieć, które przejście graniczne prowadzi do Armenii, a które do Azerbejdżanu, ogólnie to nie bardzo kuma cokolwiek. Co ciekawe, dostępne darmowe mapy są w języku japońskim. Welcome to Georgia.

Droga z lotniska jest początkowo całkowicie pusta, jednak po kilku kilometrach wjeżdżamy na szosę znacznie bardziej ruchliwą. Może jeszcze dodam, że przed wjazdem na drogę główną spotykamy rowerzystę, który nieźle zasuwa po angielsku. Mówi, że jeździ sobie na tej trasie często, jednak kilka faktów, których nie będę tutaj przytaczał, zdaje się sugerować, że to jakiś tajniak. W sumie trochę był irytujący i przemądrzały. Jego „why don’t you google?” na moje pytanie o drogę zupełnie nas rozwala. Zapytałem tylko, czy zna dobrze okolicę, a konkretnie tę dróżkę, którą mu pokazuję na mapie. Why don’t you Google? I to jeszcze wypowiedziane takim tonem oczywistej oczywistości, pełnym niezrozumienia, że jak można tego samemu nie wygooglować. Patrzcie go, jaki internauta.

Gdyby nie upał, duży ruch, otwarte studzienki do których można wpaść z całym rowerem, jechałoby się naprawdę przyjemnie. Chcieliśmy jak najszybciej oddalić się od miasta, co jednak wcale nie okazało się takie proste. Jak ja nie lubię miast. Upał już znaczny, zatrzymujemy się pod drzewem na chwilę odpoczynku. Podchodzi jakiś koleżka, chwilę rozmawiamy, a on pokazuje na moją przednią oponę i mówi coś, ja na to, że opona ok. A on że w oponie mam wbitą śrubę. Faktycznie, w oponie mam wbitą śrubę do drewna, która najwyraźniej nic nie zrobiła sobie z faktu, że zagnieździła się w rzekomo  nieprzebijalnej Schwalbe maraton plus tour. Operacja łatania dętki jest gratką dla lokalnych ekspertów którzy pojawiają się w dużej liczebności i instruują co należy czynić. Trochę to denerwujące trzeba przyznać, bo akurat w tym momencie średnio mamy ochotę na towarzystwo, ale jakoś szybko poszło i jedziemy dalej w kierunku granicy z Armenią.

Gdy kończy się pobocze, robi się mało ciekawie bo droga wąska, ruch spory, upał znaczny. Każdy offroad będzie lepszym wyjściem, więc przecinamy przez rozległą równinę po mocno kamienistej nawierzchni, przejeżdżamy w pobliżu jeziorka Kumisi. Podłoże całe się rusza, jaszczurki i świerszcze w niezliczonych ilościach uskakują spod kół. Jedziemy sobie sami poprzez to pustkowie i jest dobrze, bo nie ma ludzi i ryczących maszyn. Umiarkowanie późnym popołudniem znowu wjeżdżamy na asfalt, aut nie ma już wiele. W Marneuli, nieopodal drogi jemy nasz pierwszy ciepły posiłek i ruszamy w poszukiwaniu noclegu. Okolica niezbyt ciekawa, pola uprawne, jakieś mokradła, powoli się ściemnia. Miejsca na namiot, nawet z rodzaju tych kiepskich, nie uświadczysz. Jesteśmy około 30 kilometrów od granicy z Armenią, jest już ciemno, a tu po prawej stronie wyłania sie przydrożny  motel. Cena nie jakaś specjalnie wysoka, więc sobie tutaj zostaniemy, co jakoś przesadnie nas nie martwi, bo jesteśmy nieco "zmięci" zmianą czasu, klimatu i natłokiem nowych wrażeń. W nocy trochę głośno, jakieś krzyki na ulicy, wyjątkowo rozdarci i kłótliwi ci Gruzini w tej okolicy.

P.S. A oto link do komentarza Oli na temat dnia nr 1 ;-)

 


Worki z ziemniakami doleciały, ale gdzie u licha są rowery??

Lotnisko w Tbilisi prawie puste...

 

Hmm, sporo tych tobołków, chyba weźmiemy jeden wózek

Wyjazd z Tbilisi wbrew pozorom nie był łatwy.

Żeby uniknąć aut i asfaltu pojechaliśmy sobie "na skróty"

Szutrowa droga, skwar, milion cykad i odblaskowych jaszczurek

Marneuli - nasza pierwsza gruzińska kolacja ;)

Przykładów takiej prowizorki było więcej...

You are here: Home Dzień 1