rowertour 04 2015 Namibia  "Namibia - część III" (2015-04-01)

(Miesięcznik "Rowertour", kwiecień 2015)."Witamy na Marsie" - taki tytuł ma trzecia i zarazem ostatnia część naszej opowieści o Namibii. Mamy nadzieję, że się Wam, Drodzy Czytelnicy, spodoba!

"(...) - Czarna mamba? Jest zima, więc raczej nie powinniście jej spotkać na swej drodze, ale też nie da się tego wykluczyć. Dochodzi do czterech i pół metra długości, przeważnie ucieknie zanim zdążycie ją zobaczyć. Mamba może być szara lub też zupełnie jasna – czarne to jest wnętrze jej pyska. Pamiętam jak kiedy mieszkałem jeszcze na północnym wschodzie, widywało się je niemal każdego roku. Nigdy nie zapomnę, jak zobaczyłem mambę na ścieżce nieopodal naszej farmy. Wielka, cztery metry jak nic, najwyżej dwadzieścia pięć kroków przede mną. Jasna cholera, najwyraźniej poczuła sie zagrożona, oto bowiem sunie wprost na mnie. Sunie to mało powiedziane, pędzi z prędkością błyskawicy! Uwierzcie mi, nie chcielibyście stanąć oko w oko z najszybszym wężem na świecie, zdolnym do pokonania pięciu metrów w ciągu sekundy. Nie zastanawiam się długo, wyjmuję rewolwer i strzelam. Chybiam, pocisk trafia tuż obok jej głowy. Mamba, jakby ze zdwojoną wściekłością, naciera dalej. Ręka trzęsie mi się jak pijakowi w białej gorączce. Chybiam po raz kolejny, nerwowość targa moim ciałem, jestem w niezłych opałach. Ależ w człowieku tkwi potężna mobilizacja, jak potrafi być precyzyjny gdy stawką jest jego życie. Oto bowiem trzeci strzał trafia dokładnie w sam środek jej głowy, roztrzaskuje ją na drobne kawałeczki. Mamba leży ledwie trzy kroki przede mną. Od tego momentu nie wątpię już, a przyznam, byłem sceptyczny, że historia opowiedziana przez mojego ojca była prawdziwa. Pamiętam ten dzień kiedy przyszedł do domu i opowiedział w emocjach, a zobaczyć go w emocjach można było doprawdy nieczęsto (...)"

 

Rowertour MongoliaMongolia - wyprawa numeru miesięcznika "Rowertour" (2015-03-01) 

(Miesięcznik "Rowertour", luty 2015). "Zagrać w kosza na środku stepu" - tak zatytułowana jest nasza opowieść o podróży przez Mongolię kraj bajecznie malowanych światłemnieskończonych przestrzeni 

"(...) Wydaje ci się, że jesteś sam na tym odludziu. Zupełnie znienacka i zupełnie nie wiadomo skąd przyjeżdża Mongoł, najczęściej na koniu, ale czasami też na motorze. Siada. Często chwyta cię za udo, za łydkę. I maca. Kiwa głową z aprobatą, wskazuje na rower, daje wyraz swego szacunku dla poruszania się na tak ciężkim wierzchowcu, którego przecież trzeba non-stop wprawiać w ruch siłą własnych mięśni. Bariera komunikacyjna jest najczęściej nie do pokonania. Gdy nie udaje się porozumieć, w odruchu bezradności po prostu śmiejemy się do siebie. Obca istota po prostu jest koło ciebie, obserwuje, chłonie każdy twój ruch. A gdy nie przygląda się wnikliwie, po prostu jest obok w swej niewzruszonej, nieco zadumanej pozie. W takich sytuacjach cisza i milczenie nabierają innego wymiaru, dochodzisz do zaskakującego wniosku, że słowa mogłyby takie chwile co najwyżej zubożyć. Czy należy współczuć Mongołom prymitywnego życia w jurcie? Czy my mielibyśmy czas aby w ciągu dnia zatrzymać się przy obcym i nie liczyć czasu? Gdy spoglądam wstecz, tęsknię za tymi spotkaniami, za ich swoistą niewinnością, odkrywaniem siebie nawzajem, za kontaktem z innością (...)".

 

Rowertour Namibia "Namibia - część II" (2015-01-01)

Miesięcznik "Rowertour" nr 1 (83) 2015 i druga część opowieści z Namibii pt. "Samotna Podróż byłaby szaleństwem!":

(...) Szczęśliwie znajdujemy taki skrawek, wprowadzamy rowery, zacieramy ślady na piasku. Gdy zrzucamy bagaż, słyszymy odgłos samochodu. Jak zwykle w takich sytuacjach padamy na ziemię, mając nadzieję, że żadne spojrzenie nie wyłowi nas spośród ciągnących się aż po horyzont zarośli. Samochód przejeżdża ze sporą prędkością, mija nas. Uczucie ulgi. Niestety krótkotrwałe. Pikap zatrzymuje się, cofa. Nie ma sensu dłużej się chować. Kilku mężczyzn stojących na pace, tyłem do kierunku jazdy, widocznie baczniej obserwowało bezkresny busz, niżby nam się mogło wydawać. Wychodzę na drogę, nie chcę dać obcym pretekstu, aby mieli sposobność zlustrowania naszego ekwipunku, liczby osób i rowerów. Im mniej wiedzą, tym lepiej. Przeważnie, jeśli to możliwe, Ola pozostaje w ukryciu, a ja mówię, że jest nas trójka. Trzech mężczyzn, znaczy się. Trzech w chwili obecnej. Pozostali, rzecz jasna, dojadą później, po zmroku. Pytam czarnoskórego kierowcę o twarzy pokrytej licznymi bliznami, czy możemy spędzić noc w tym miejscu. (...)

 

Rowertour Namibia "Namibia - Z rowerem wśród zwierząt" (2014-10-01)

 

Rowertour nr 10 (80) 2014. Pierwsza część namibijskiej trylogii zatytułowana "Z rowerem wśród zwierząt":

"(...) Kilku napotkanych farmerów mówiło, że kompletnie nie powinniśmy obawiać się węży. Że zima i wszystkie pogrążone są w hibernacji. Doprawdy? To skąd u licha na drodze żmije rogate, już trzeciego dnia podróży widzimy trzy dorodne osobniki. Zdolne do ataku z szybkością błyskawicy, co najgorsze leżą nieruchomo i można je przez przypadek nadepnąć. Amputacja kończyny po ukąszeniu to scenariusz bynajmniej nie najbardziej pesymistyczny (...)"

 

 

 

 

 

rowertour grudzien 12 2013 ałtaj "Krok po kroku na Wschód" (2013-12-01)

Rowertour, grudzień 2013. Na 7 stronach miesięcznika przeczytacie o naszych przygodach w Kraju Ałtajskim i Republice Ałtaju, czyli pierwszym etapie naszej podróży w roku 2013.

"(...) Tak się jakoś poskładało, że tegoroczna podróż jest całkiem logiczną kontynuacją naszych dwóch poprzednich wypraw. Rok 2011 – Gruzja, Armenia i cudowny Kaukaz. 2012 – podróż do Uzbekistanu, Tadżykistanu i Kirgistanu, to czas przygód w rejonie masywów Pamiru i Tien Szan. No i mamy rok 2013 – lądujemy o krok dalej na wschód,  ponowne w rejonie byłego ZSRR, tym razem chcemy zobaczyć jak to jest w rejonie potężnego Ałtaju, w Mongolii oraz w nadbajkalskiej Buriacji.

Wiemy niewiele, niewiele ponad to, że wylądujemy w Rosji, a konkretnie w Nowosybirsku, że będziemy zmierzali w na południe, przez rosyjską część Ałtaju, że w Mongolii spędzimy prawdopodobnie miesiąc, że powinniśmy dotrzeć w rejon Bajkału. Taka wiedza, taki ogólny zarys nam wystarczy, nie ma co planować w większym szczególe, przecież i tak potencjalny plan prawdopodobnie zmieni się radykalnie, zakręci o 180 stopni na skutek jakiegoś pojedynczego spotkania, rad przypadkowego wędrowca, wskazówek autochtonów. Ruszajmy zatem ku nowej przygodzie, na spotkanie z nieznanym…"

 

Rowertour marzec 2013"Przed wojną udało się uciec" (2013-03-01)

Rowertour, marzec 2013. Na 10 stornach możecie przeczytać o przygodach, jakich doświadczyliśmy w Tadżykistanie w lecie 2012 roku. Jest to pierwsza część opowieści o naszej rowerowej podróży przez cudowną Azję Środkową. Tym razem zapraszamy do Tadżykistanu, za jakiś czas relacja z Kirgistanu. Miłej lektury!

"Jedziemy długą prostą, trochę oślich zaprzęgów, trochę aut, nieskończona równina.
- Cześć kolego, mówi ktoś z otaczającej nas grupki skośnookich Uzbeków. Powitanie pada po …polsku.
- Cześć, odpowiadam. Skąd znasz polski… kolego????- Wiesz, spędziłem w Polsce kilka lat, sprzedawałem towar na Stadionie X-Lecia w Warszawie.- Pewnie handlowałeś płytami CD, co?
- Płytami też, ale głównie perfumami.Na to włącza się inny i mówi, że pracował na Węgrzech. Mówi to na szczęście po rosyjsku. Na szczęście, bo chyba pomyślałbym, że śnię lub nas ktoś wkręca w jakąś intrygę.Nasza wiza tadżycka obowiązuje dopiero od jutra. Mamy dylemat, czy ryzykować i liczyć że pogranicznicy nie zauważą, przymkną oko i jakoś się uda? Czy też może bezpieczniej będzie spędzić jeszcze jeden dzień w Uzbekistanie? Zasieki i wielka stalowa brama, prześwietlanie bagażu, część uzbecka załatwiona bez problemu. Idziemy na pewniaka do Tadżyków..."

 

Rowertour 7/2012 lipiec, Armenia "Kaukaz mnie odmienił" (2012-07-01)

Tym razem w obszernej relacji w miesięczniku "Rowertour" (nr 7/2012) opisujemy nasze przygody w Armenii.

"(...) Kawałek dalej dzieciaki biegną z wiaderkami, dzbankami, a niech mnie leją a co, wołam do nich, „lejcie mnie!”, no to leją zadowoleni. W tym miejscu apeluje do rządu polskiego o przeniesienie śmigusa-dyngusa na miesiąc lipiec! Kilka minut później, na ostatniej prostej do klasztoru Hariczawank drogę zastępuje nam liczna grupka młodzieży uzbrojonej po zęby w wiadra i inne śmigusowe przybory. I chlust mnie wiadrem. I chlust mnie następnym. No to się trochę zdenerwowałem, bo sakwy niepozapinane jakoś szczelnie, a tam sprzęt fotograficzny i inne rzeczy nielubiące wody. Dochodzi niemal do rękoczynów, stoimy na środku drogi a tu z góry pędzi auto i trąbi jak najęte. Widać kierowca zauważył, że przybysze mają kłopoty z lokalną młodzieżą i oto nadchodzi z odsieczą. Ale nie, koleś trąbi na nas, bo widać blokujemy mu drogę. A my blokujemy mu drogę, bo nie mamy gdzie się ruszyć, bo nas leją wiadrami. A ten trąbi już sygnałem ciągłym i wydziera się na Olę. No to pada kilka mocniejszych słów, lecz o dziwo młodzieńcy z wiaderkami uspokajają mnie. Wysiada kierowca, wysiada pasażer z przodu, wysiada też dwóch z tyłu. Chyba była jakaś strzelanina, bo wszyscy są jacyś poranieni, pobandażowani. Raczej nie ma dziś w Armenii dnia przebierańców, a nawet jakby był, nie posądziłbym tych dżentelmenów aż o tak wyrafinowaną stylistykę (...)".

 

Podręcznik Przygody Rowerowej"Podręcznik przygody rowerowej" (czerwiec 2012)

Wspaniała książka, której pomysłodawcami, redaktorami i autorami wielu tekstów oraz fotografii są Ania i Robb Maciąg. Bardzo miło z ich strony, że zaprosili do współpracy innych autorów, w tym także nasze skromne osoby. W książce możecie zatem przeczytać 2 krótkie rozdziały autorstwa Michała: "Gruzja - nie tylko Kaukaz" oraz "W krainie północnego słońca, czyli kultowa podróż na północny kraniec Europy - Nordkapp". Jest też kilka naszych zdjęć ;) Dziękujemy Ani i Robertowi za zaproszenie do współpracy! Książka jest naprawdę super ;)  Pozycja obowiązkowa w każdej domowej biblioteczce!

Wydawnictwo "Bezdroża"

 

 

Rowertour 6/2012 czerwiec Gruzja "Rower jest naszym wyrzeczeniem" (2012-06-01)

Obszerna opowieść o naszej gruzińskiej podróży ponownie ukazała się w miesięczniku"Rowertour" (nr 6/2012). Przeczytacie o cudownym czasie pełnym przygód, który spędziliśmy w Gruzji. Redakcja po raz kolejny zdecydowała się zamieścić nasze zdjęcie na okładce - jest nam bardzo miło z tego powodu, dzięki za wyróżnienie!!

"(...) Idziemy więc, Ola zostaje z rowerami. Hmm, tak blisko to znowu nie jest, dobra chwila mija zanim jesteśmy wreszcie na miejscu. Młodzieniec zaczyna nawoływać. Nic. Wyciąga telefon, dzwoni. Nic. Po dłuższej chwili zjawia się barczysty jegomość dzierżący sierp. No to ładnie, myślę sobie. Pięknie nas załatwili, zastanawiam się czy Ola jeszcze żyje, może zdołała uciec, może zrobiła użytek z noża. Ciekawe, ilu naiwniaków już tak poćwiartowali na tym polu. Dobra, bez paniki, bądźmy tylko czujni, przepuśćmy panów przodem i bacznie obserwujmy. Pytam beztroskim głosem, niby od niechcenia, kim jest nowo przybyły, po co mu sierp i w ogóle do czego jest potrzebny, bo arbuza możemy chyba sami zerwać, prawda? (...)".

 

 

Islandia rower rowertour"Wiatr rządzi w królestwie żywiołów" (2010-12-02)


W grudniowym numerze miesięcznika "Rowertour" (nr 12 (34) grudzień 2010)ukazała się nasza obszerna, bogato ilustrowana relacja z rowerowej podróży po Islandii pt."Wiatr rządzi w królestwie żywiołów". Ola po raz kolejny znalazła się na okładce ;) No i po raz kolejny Redakcja przyznała nam tytuł "wyprawy numeru" ;)

"Nad ranem zauważamy, że zdecydowanie się ochłodziło, zimno ciągnie od podłogi. „Pewnie to od tej rzeki, która nas właśnie zalewa”, żartuję. Wyglądam z namiotu, a tu faktycznie: zimno ciągnie od rzeki, która nas właśnie zalewa. Z każdą sekundą wody przybywa, jesteśmy pośrodku pokaźnego już nurtu, boso wskakujemy do rzeki i ratujemy nasz dobytek. Woda raczej ciepła nie jest, w końcu płynie wprost z majaczącego na horyzoncie lodowca. Wiatr nagle przestaje być problemem, problemem jest teraz rzeka. Wynosimy ekwipunek na drogę i kontynuujemy jazdę pod wiatr i deszcz. Nie wierzę w cuda, ale coś na kształt cudu właśnie stało się naszym udziałem. Po kilku zaledwie kilometrach wiatr i deszcz niemal całkowicie ustają, wychodzi słońce. Rozwieszamy domoczone rzeczy na jakiejś tablicy drogowej i z niedowierzaniem patrzymy, jak wszystko szybko schnie. Mówienie o cudzie byłoby szafowaniem tym zacnym pojęciem gdyby nie fakt, że oto wiatr zaczyna przywiewać dokładnie w nasze plecy i praktycznie bez wysiłku mkniemy przez ogromne obszary zastygłej lawy porośniętej przez bajecznie zielone mchy."

  

Ikaria rower rowertour"Tam, gdzie Ikar spadł do morza" (2010-07-01)

W lipcowym numerze miesięcznika Rowertour (nr 7/2010) ukazała się druga część relacji z naszej z podróży przez gorące południe Europy (m.in. wyspy greckie i Albanię).(...) Przed Maliq spotykamy parę Belgów, jadących na obładowanych rowerach. Są zachwyceni Albanią, zachwalają i gorąco polecają Pogradec, położony nad słynnym Jeziorem Ochrydzkim. Jakość drogi dramatycznie się pogarsza, wyboje i ubytki w asfalcie są imponujących rozmiarów. Pogradec wita nas stertami śmieci, rozrzuconymi na poboczu, odpadki pogrupowane są w dymiące, wypalające się sterty. Może w centrumbędzie lepiej? Tumany kurzu i pyłu wdzierające się do gardła i oczu rozwiewają nasze nadzieje. Liczne gromadki dzieci biegają po ulicach z imitacjami karabinów, wrzeszcząc przy tym niemiłosiernie. Kierujemy się do granicy zMacedonią. Być może za miastem znajdziemy jakieś przyjemniejsze miejsce nad brzegiem jeziora.. (...).

 

 

 

 

Lesbos rower rowertourRelacja z Turcji i Grecji na 10 stronach "Rowertour" (2009-12-02)

W grudniowym numerze Rowertour (nr 12/2009) o naszych rowerowych przygodach możecie przeczytać w artykule "Ze Stambułu na Lesbos". Nasze zdjęcie już po raz trzeci znalazło się na okładce miesięcznika. Po raz kolejny także nasza podróż została wybrana "wyprawą numeru"(...) Zrzucamy sakwy z rowerów i zabieramy się za rozbijanie namiotu. Tak dla świętego spokoju kieruję światło czołówki na podłoże. Już po chwili namiot wraz z sakwami ląduje z powrotem na bagażniku a my w pośpiechu oddalamy się z tego miejsca, w którym robale występują liczniej, aniżeli we wszystkich częściach przygód Indiany Jones’a razem wziętych. Po jakichś dwóch kilometrach nocnej jazdy skręcamy do niewielkiego portu, gdzie na końcu jednego z betonowych pomostów rozstawiamy namiot. Snopy naszych latarek skrupulatnie przeczesują podłoże w poszukiwaniu potencjalnych karaluchów, które mogliśmy tu zaimportować. Za wyjątkiem jednego robala, czysto. Tej nocy śpimy jak zabici.(...)."

 

  

 

Nordkapp rower rowertourNasza podróż na Nordkapp "wyprawą numeru" miesięcznika "Rowertour" (2009-07-01)

W lipcowym numerze miesięcznika Rowertour (nr 7/2009) została zamieszczona relacja z II etapu (Bodø - Lofoty - Nordkapp - Nordkinn) naszej podróży rowerowej przez Skandynawię w 2008 roku. Nasze zdjęcie po raz drugi znalazło się na okładce. (...) Już widać wylot tunelu, jeszcze niecałe 100 metrów. Z naprzeciwka jedzie sakwiarz. „Hello”, zatrzymuje się. Roland mieszka w Monachium, ma ponad 50 lat. Człek to nieprawdopodobnie zakręcony na punkcie podróży rowerowych. W zimnym tunelu rozmawiamy ponad 30 minut! Roland przyjechał na Nordkapp przez Finlandię i daje nam niebywale precyzyjne wskazówki i rady dotyczące podróży przez krainę tysiąca jezior (zbieranie puszek przy drodze i oddawanie ich w supermarkecie za drobne; gdzie za 1000 kilometrów mamy uważać na rozjeździe w jakiejś małej fińskiej miejscowości; gdzie kupować, na co uważać, itd.). Ostatnia uwaga jest nie mniej cenna niż poprzednie: Roland wskazuje ręką przed siebie: „Uważajcie na tablicę” Nie widzę żadnej, ale zakładam, że będzie jakaś tablica przy wyjeździe z tunelu, na której będzie jakaś arcyważna informacja. „Uważajcie na tę tablicę za 10 metrów”, precyzuje nasz znajomy. Faktycznie, blask wyjścia z tunelu sprawia, że tablica na wysokości głowy piechura jest prawie niewidoczna. Roland pokazuje na swój rozbity nos i opowiada jak to 2 dni temu gdy szedł dokładnie tak jak my teraz, nagle przydzwonił potężnie twarzą w tę blachę.

 

Norway Nordkapp rower rowertourRelacja z naszej podrózy rowerowej na Nordkapp w miesięczniku "Rowertour"(2009-01-01)

W najnowszym numerze miesięcznika Rowertour (nr 1/2009) ukazala się relacja z I etapu (z Trondheim do Bodø) naszej podróży rowerowej przez Skandynawię w 2008 roku. "(...) W desperackiej próbie ucieczki kręcimy naprawdę szybko na stromym podjeździe. Nasza szarża nie powiodła się jednak i przełęcz osiągamy w strugach deszczu. Przez kilka tuneli pędzimy w dół, do fiordu. Nasze płaszcze szeleszczą jak galopująca husaria. Zielona woda rozległej zatoki, błyskawice uderzające w szczyty gór wprost nad nami oraz całkowita pustka wokoło stwarzają niepowtarzalną scenografię. Droga okrąża fiord i już tylko niewielki dystans dzieli nas od promu, który zabierze nas do Vennesund. Na przystani w Holm jesteśmy o 19:30, następna przeprawa za godzinę (...)."

 

 

 

 

 

Bałkany rowertourNasze"Bałkany z temperamentem" wyprawą numeru (2008-09-01)


We wrześniowym numerze magazynu RowerTour" (nr 7, wrzesień 2008) została opublikowana relacja z naszej podróży przez Bałkany. (...) Droga do Satu Mare prowadzi wzdłuż zaniedbanych domostw w pobliżu których koczują tubylcy. Wszystkie balkony spękanych betonowych budynków przyozdobione są mozaiką suszących się szmat. Nie wygląda to zbyt dobrze. Od razu rzuca się w oczy duża liczba rowerzystów – jadą całymi rodzinami: kobiety, dzieci, ludzie starsi – dosłownie wszyscy, dziesiątki osób na zdezelowanych jednośladach. Jedziemy sobie równym tempem, a tu na ogonie siedzi nam jeden z takich lokalnych cyklistów, który nie przepuścił okazji pokonania kilkukilometrowego odcinka ze znacznie mniejszym oporem powietrza niż na codzień. Słychać tylko jego przyspieszony oddech, głośne sapanie i odgłos roweru, w którym każda śrubka i mechanizm w dowolnym momencie może się rozsypać. Po ok. 5 km nasz gość odłącza się i żegna nas spojrzeniem, które odczytuję jako pretensję: „co, szybciej jechać już się nie dało?!”

 

 

 

Szwecja Norwegi RowertourObszerna publikacja w magazynie RowerTour (2008-08-01)


W sierpniowym numerze magazynu Rowertour (nr 6/2008) ukazala się relacja z naszej podróży rowerowej przez Szwecję i Norwegię w 2007 roku. Na okładce również opublikowano nasze zdjęcie.

Początek podjazdu zaczynającego się w centrum Aurland jest bardzo stromy a droga wąska. Fiord spowity jest mgłami, które co jakiś czas rozstępują się ukazując zapierające dech scenerie. Po około 13 kilometrach mozolnego podjazdu na wprost przed nami zebrały się tak ciemne chmury, że nie było innego wyjścia jak odłożyć „atak na szczyt” na dzień następny. W strugach ulewnego deszczu (największy opad jaki dane nam było kiedykolwiek przeżyć) i w porywach huraganowego wiatru „przykleiliśmy” się z namiotem do czerwonej bacówki i jakoś przetrwaliśmy noc. Od świtu pada niezbyt groźnie, więc szybko pakujemy się i kontynuujemy wspinaczkę na niegościnną, spowitą chmurami Snow Road. Gęsta mgła, coraz liczniejsze połacie śniegu i lodu oraz nieobecność jakichkolwiek samochodów, dostarczają niemal mistycznych wrażeń. Kilkumetrowe ściany śniegu na poboczu, kry lodowe na przydrożnych jeziorkach i niska temperatura sprawiają, że czujemy się jak w Arktyce. Zjazd z przełęczy to spore przeżycie. Najbardziej niebezpieczne okazały się jednak nie zakręty, lecz zlewające się z otoczeniem owce wylegujące się na środku drogi, które sam nie wiem jak ominąłem jadąc ponad 70 km/h. Gdybym tak wpadł w to stadko, w dodatku z przyczepą, nie byłoby wesoło. Jednak tym razem się udało i z dużą prędkością wjeżdżamy w dolinę z każdym kilometrem coraz bardziej zieloną.

 

fantastyka gibson paranoja

"Paranoja XXI wieku" w Nowej Fantastyce (nr 7/2004)

"(...) W świecie Gibsona świadomość człowieka mogła zostać „zeskanowana” i sprowadzona do postaci konstruktu ROM – niewielkiej kostki pamięci, którą można bez trudu schować do kieszeni. Taka możliwość podważa wiarę w wyjątkowość człowieczeństwa, niepowtarzalność ludzkiej świadomości, a wręcz kwestionuje istnienie jej czynnika niematerialnego – duszy. Bo skąd mamy wiedzieć, że w danym momencie gawędzimy z wujkiem Kazkiem, a nie z podstępnym chipem? Czy istnieje jeszcze jakaś różnica? Takim właśnie konstruktem ROM jest w powieści przyjaciel protagonisty – Dixie. Ale czy Dixie w postaci informacji zaklętej w plastikowo-metalowym amalgamacie to na pewno ten sam Dixie sprzed transformacyjnej operacji? A może to tylko jego perfekcyjna imitacja, będąca niczym więcej, jak tylko programem? (...) Powieść Gibsona ukazała się w roku 1984. Wówczas  była to wyłącznie literacka fantazja. Czy jednak „proroctwa” Gibsona znajdują jakiekolwiek odzwierciedlenie w naszej dzisiejszej rzeczywistości? Czy istnieją przesłanki, które mogłyby usprawiedliwić kwestionowanie natury źródła naszej wiedzy (np. tożsamości osoby, z którą w danym momencie komunikujemy się stukając w klawiaturę)? W dzisiejszej erze Sieci porozumiewanie się za pomocą Internetu stało się powszechne. Można korespondować z kimś dzień w dzień przez całe lata bez konieczności ujawniania swej tożsamości, płci, wyglądu fizycznego itp. Wszystko może być jedną wielką wyrafinowaną mistyfikacją. Smukła i powabna osiemnastolatka lubiąca jogging i Cartoon Network okazuje się dwustuletnim dziadem pijącym na umór. Młody-przystojny, niezależny finansowo i wysportowany kawaler do wzięcia to obchodzący właśnie złote gody brzuchaty sadysta."

 

You are here: Home Publikacje